Autostrada do ludzi

Dorota Dembińska

– Tutaj znalazłam swoje miejsce i misję do wykonania – tak o rodzinnej wsi mówi Dorota Dembińska. Od 11 lat pełni w Mniszku oraz w pobliskich Nowych Marzach funkcję sołtyski. W swojej pracy skupia się przede wszystkim na wsparciu i rozwoju kobiet, bo w nich widzi siłę sprawczą wsi.

Kobiety na wsi

 – Z rozmysłem nazywam swoje projekty „Wieś jest kobietą”, „Siła kobiet”, „Kobiece inspiracje”. Na początku w radzie sołeckiej większość stanowili mężczyźni, ale to kobiety były jej siłą napędową. Inwestując w nie, wiem, że mam niesamowity zespół. Im bardziej się rozwijają, tym są silniejsze i pewniejsze siebie – stwierdza.

Życie jest drzewem wyboru 

W rozmowie przyznaje, że Dorota z Bydgoszczy, którą była kiedyś, i Dorota z Mniszka, którą jest teraz, to dwie różne osoby. 

Ta „bydgoska” Dorota skończyła na uniwersytecie historię, założyła własną firmę, obracała się w towarzystwie osób wykształconych i majętnych. Na co dzień biegała w szpilkach i w pełnym makijażu. Zero trosk.

Druga, jak sama przyznaje, ma minimalistyczne potrzeby, a „miastowość” ją irytuje. Chadza w ulubionych szarawarach, rzadziej odwiedza salon fryzjerski i galerie handlowe. Cieszy się, gdy mieszkańcy wsi dzwonią i chcą porozmawiać z nią o dzieciach, rodzinie, ale też o planach na przyszłość i o tym, co jeszcze można zmienić w okolicy albo jakie warsztaty zorganizować. Jak przyznaje, ona traktuje ich jak rodzinę, a oni mają do niej duże zaufanie. 

Cieszy się, gdy mieszkańcy wsi dzwonią i chcą porozmawiać z nią o dzieciach, rodzinie, ale też o planach na przyszłość. Jak przyznaje, ona traktuje ich jak rodzinę, a oni mają do niej duże zaufanie 

Mniszek był obecny w jej życiu nawet wtedy, gdy mieszkała w mieście. Odwiedzała go ze względu na niepełnosprawnego po wypadku samochodowym tatę i siostrę. Bywała latem na wakacjach. Aż dojrzała do podjęcia decyzji o powrocie. Pytana o rezygnację z miejskiego życia, mówi, że jej mottem są słowa: „nie oglądam się za siebie i nie cofam się”.

– Nigdy nie analizuję decyzji, jaką podjęłam. Życie jest drzewem wyboru. Nie zastanawiam się, co by było, gdyby… – dodaje Dorota. 

Sołtyska przez budowę 

Wspominając Mniszek i Nowe Marzy z lat swojego dzieciństwa, Dorota opisuje: między strumykiem a rzeką była zielona enklawa z łąkami, polami i lasami… A potem nagle tę wiejską ciszę przeciął huk powstającej autostrady.

– Był 2004 rok. Mój syn był mały. Przyjeżdżam z Bydgoszczy, a tu wielka hałda piachu. Mieszkańcy wsi nie mogą wyjechać, ale nawet się nie buntują. O tym, że były konsultacje, nikt nie pamięta. Każdy między sobą coś gada, ale nic z tym nie robi – opowiada i wspomina, jak wzbierała w niej fala emocji, która doprowadziła do nagłośnienia problemu w ogólnopolskiej telewizji. 

Kobiety na wsi
– Budowano nową drogę, ale zamknięto przystanki. Wiedziałam, że coś muszę z tym zrobić.

Przytacza historię starszej mieszkanki wsi, która jak zawsze poszła na pobliski przystanek. 

– Usiadła i czekała. Po dwóch godzinach kobieta przyszła do mnie i powiedziała, że chciała pojechać po chleb do Świecia, ale żaden autobus nie jedzie. „Pani sąsiadko, ale chyba tam nic nie jedzie, co?”. Budowano nową drogę, ale zamknięto przystanki. Wiedziałam, że coś muszę z tym zrobić – wyznaje. Rozpoczęła batalię o drogi dojazdowe. Zmotywowała mieszkańców, by napisać petycje do policji, GDDKiA, urzędu wojewódzkiego. Skutecznie przekonała, by plan budowy uwzględniał potrzeby mieszkańców. Dziś, choć Mniszek i Nowe Marzy są przecięte autostradą i drogą krajową S5, a objazdy są wielokilometrowe, to dzięki wybudowanym dojazdom mieszkańcy mogą przejechać z jednej wsi do drugiej. 

Gówniara rządzi

Poprzedni sołtys, zmęczony chaosem związanym z budową autostrady i psioczeniem mieszkańców, sam zaproponował Dorocie, aby startowała na stanowisko sołtysa. 

„Gdzie? Ja? Zresztą, co to znaczy być sołtysem?” – pytała samą siebie, przypominając sobie, że sołtysem w Mniszku zawsze był mężczyzna, nigdy kobieta. Kiedy w 2011 roku wysunięto jej kandydaturę na to stanowisko, usłyszała od wójta, że nie może zostać sołtyską, bo nie ma meldunku we wsi. Po dwóch tygodniach miała już odpowiednią ekspertyzę podważającą te słowa, a mieszkańcy stwierdzili, że nie mają innego kandydata, tylko ją. 

Starałam się od początku wciągać do współpracy dziewczyny. Często słyszę: „jak dobrze, że ty tu jesteś i działasz w naszej świetlicy, bo mamy szansę wyjść z domów”. Cieszy mnie, że celebrują te chwile wyłącznie dla siebie

Choć, jak sama przyznaje, nie zaskarbiła sobie od razu serdeczności wszystkich: – Pamiętam spotkanie, kiedy zostałam sołtyską. Padło wtedy stwierdzenie i to, co podkreślam, nie ze strony mężczyzn: „Co? Ta gówniara będzie nami rządzić?!”. 

Nie miała pojęcia, na co się godzi, decydując się zostać sołtyską. Wszystkiego uczyła się sama. 

– Zainspirowałam się tym, że sołtys może być również animatorem życia społecznego i nawet w najmniejszej miejscowości można zbudować społeczeństwo obywatelskie. Utożsamiam się ze zdaniem, że „jeśli nie masz na coś wpływu, to… rób to, na co masz wpływ!” – tłumaczy.

Kobiety jak otwarte księgi 

– W owym czasie nie mieliśmy Funduszu Sołeckiego, który jest wspaniałym narzędziem dla mieszkańców. Nie było wsparcia systemowego dla KGW. Jako sołectwo dysponowaliśmy małą pulą pieniędzy. Było to raptem niecałe 2500 zł rocznie na całokształt życia kulturalnego w dwóch wsiach – wspomina.

„Co to jest projekt?” – takie pytanie również padło podczas pierwszego spotkania sołtyski z mieszkańcami. Dorota wyjaśniła, w jaki sposób można pozyskiwać fundusze i realizować swoje pomysły. Razem postawili wtedy diagnozę, ustalili cele na najbliższe lata. Zaczęli składać wnioski o granty. W ciągu 11 lat wspólnie z mieszkańcami udało się zrealizować ponad 50 projektów, które zwyciężyły w różnych konkursach ogólnopolskich. Zdobyli wsparcie (od mikrodotacji, po granty w wysokości 20 tys. zł), zrealizowali wiele działań i inwestycji. 

– Pierwsze projekty pisałam nocami wraz z młodszą siostrą, która jest dla mnie ogromnym wsparciem. Ona zajmowała i zajmuje się do dzisiaj „działką dziecięcą”, to z nią koordynuję i rozliczam wszystkie projekty – mówi Dorota.

– Warto zawsze widzieć szklankę do połowy pełną, warto „przegadywać” trudne tematy, warto dawać innym przestrzeń do działania, i warto wspólnie patrzeć w jedną stronę.

To właśnie projekty dla kobiet i o kobietach, w których widzi siłę, są szczególnie bliskie sercu Doroty. 

– Starałam się od początku wciągać do współpracy dziewczyny. Często słyszę: „jak dobrze, że ty tu jesteś i działasz w naszej świetlicy, bo mamy szansę wyjść z domów”. Cieszy mnie, że celebrują te chwile wyłącznie dla siebie – podkreśla. – Każda z kobiet jest jak otwarta księga. Widzę zmiany zachodzące w dziewczynach. Stają się pewniejsze siebie, asertywne, pewne swojej wartości i umiejętności – dodaje.

Sołtyska zaraża swoją aktywnością, podsuwa książki motywacyjne, zabiera na wizyty studyjne, by pokazać inne dobre praktyki.

Przez lata zrealizowała wiele szkoleń, warsztatów rękodzielniczych (od kusudamy, szydełkowania, filcowania, haftowania, po wikliniarstwo), kulinarnych, kreatywnych (od quillingu, po wyrób świeczek), zielarskich, kosmetycznych. Kobiety nabywały nowych umiejętności, a także mogły podzielić się swoimi talentami. Były organizowane spotkania ze specjalistami: psychologami, prawnikami, lekarzami. 

Kiedy mój ogień się wypali? 

– Nie będę dożywotnio sołtyską, tego się trzymam – deklaruje, ale zaraz potem wylicza swoje najbliższe plany: zakończenie budowy drewnianej wiaty w stylu kociewskim przed świetlicą, powstanie parku miniatur chatek mennonickich i jeszcze wymalowanie przystanków w tradycyjne lokalne wzory. 

– Kiedy mój ogień się wypali? Czy jest możliwe, aby moja energia się skończyła? – pyta samą siebie. I jednocześnie odpowiada, że radością dla niej jest widzieć rozwój i szczęście bliskich jej kobiet z sołectwa. 

O sobie mówi, że jest realistką, która nie ma marzeń, ale cele. Odpowiedź na pytanie: „czy jest szczęśliwa?”, sprawia jej trudność, zasłania się, mówiąc, że jest zadowolona. 

– Po tych kilkunastu latach wiem, że nie jest mi żal nieprzespanych nocy, ogromnego zaangażowania w życie wsi, aby innym żyło się lepiej – zapewnia. – Warto zawsze widzieć szklankę do połowy pełną, warto „przegadywać” trudne tematy, warto dawać innym przestrzeń do działania, i warto wspólnie patrzeć w jedną stronę – zaznacza.

– Kiedyś nie przypuszczałam, że będę miała swój ogródek i swoje warzywa, że będę chodzić z naręczami kwiatów z własnego ogrodu. Nigdy w życiu! Pomidory? Kupuje się w sklepie albo od wujka się dostaje, ale żeby samej uprawiać? A teraz mamy z siostrą i pomidory, i melony, i arbuzy, samej mięty mamy z dziesięć gatunków – wylicza. 

Dorota ma już plany poza sołtysowaniem – chce mieć pole lawendowe, pole ziół, więcej ulubionych zimnokrwistych sztumskich koni, których dziś ma siedem, i gęsi, których ma dziewiętnaście. No i jeszcze chciałaby mieć więcej czasu na szydełkowanie, wykonywanie przedmiotów użytkowych, które trafiają do galerii artystycznych.

Często słyszę: „jak dobrze, że ty tu jesteś i działasz w naszej świetlicy, bo mamy szansę wyjść z domów”

Kobiety na wsi

Dorota Dembińska

od 2011 r. sołtyska wsi Mniszek i Nowe Marzy. Radna gminy Drągacz. Animatorka społeczna, rolniczka, działaczka kilku organizacji pozarządowych. Studia historyczne ukończyła w Bydgoszczy. Koordynatorka wielu projektów, w tym restauracji budynku świetlicy w 1994 r. w Mniszku. Za swoją pracę samorządową uhonorowana wieloma odznaczeniami – m.in. została Sołtysem Roku 2016 województwa kujawsko-pomorskiego, a także otrzymała Brązowy Krzyż Zasługi za działalność społeczną. Znalazła się w elitarnym gronie uczestników Szkoły Liderów, prowadzonej przez Polsko-Amerykańską Fundację Wolności.

Poznaj inne Bohaterki