– Robię to, co sprawia mi przyjemność. Z ludźmi, których lubię, ale musiałam do tego dojrzeć – mówi z przekonaniem Agnieszka Węgrzyn. Lokalna liderka, animatorka, działaczka społeczna. Kobieta zaangażowana w sprawy wsi Głogoczów, do której przeprowadziła się w 2007 roku z Krakowa.
Zielona wieś
O wsi, w której mieszka, opowiada z przyjemnością. Szybko wymienia zalety, ale też trudy życia w liczącej 3100 osób miejscowości w powiecie myślenickim. Jej specyfiką jest to, że jest… mało wiejska. Dwie drogi krajowe – Zakopianka i trasa bielska – dzielą ją na trzy części, które w zasadzie mogłyby być trzema odrębnymi wsiami.
Jednocześnie to miejsce pełne zieleni, otoczone Lasem Radziszowskim, dzięki któremu można się poczuć jak w innej rzeczywistości. Trudno uwierzyć, że do Krakowa jest tylko 15 km. Agnieszka Węgrzyn mieszka w dzielnicy Czarny Las. Codziennie spotyka tam dużo dzikich zwierząt: lisy, sarny, zające, bażanty czy dziki. To coś, czego nie mogła doświadczyć w dużym mieście, w którym się wychowała.
O Głogoczowie mówi się, że jest sypialnią Krakowa. Jednym z powodów, dla których Agnieszka przeprowadziła się z miasta na wieś, była potrzeba przestrzeni i zamieszkania w swoim domu. Z Głogoczowa pochodził jej mąż, który też namawiał ją do zmiany. Byli przekonani, że to dobry wybór. Kupili działkę i szybko wybudowali wymarzony, nowoczesny dom. – Po latach wiem, że teraz budowałabym go zgodnie z tradycją myślenicką – przyznaje Agnieszka.

Pytana o pierwsze lata życia na wsi, potwierdza, że nie żałowała swojej decyzji – ze względu na małe dzieci, dostępność przedszkola, bycie blisko natury.
Jednak nie obyło się bez wyzwań. Przeprowadzka zmusiła ją do prowadzenia samochodu. Żeby być samodzielną, musiała pokonać swój strach. Udało się – i dziś opowiada o tym z satysfakcją. Ze względu na specyficzne położenie wsi i jej podział, szybko okazało się, że to właśnie problemy komunikacyjne pochłoną Agnieszkę.
Dla ludzi i do ludzi
Gdy syn poszedł do przedszkola, postanowiła zaangażować się w działalność rady rodziców. Niedługo później została przewodniczącą rady całej szkoły. – Miałam dość siedzenia w domu, chciałam działać dla mieszkańców i dla wsi – wspomina.
Na zebrania chodziła z malutką córką, którą karmiła w przerwach. To była jej zasługa, że we wsi udało się zorganizować dla dzieci dojazdy do i ze szkoły. Sama szukała kierowców i jeździła z nimi po wsi, sprawdzając, gdzie można zorganizować przystanki dla szkolnego autobusu. To był duży sukces, z którego jest dumna.
Robię to, co sprawia mi przyjemność. Z ludźmi, których lubię
Udało się również zbudować plac zabaw, a także zorganizować logopedyczne badania przesiewowe dzieci, a następnie załatwić pomoc logopedy dla tych, które potrzebowały wsparcia.
Jakiś czas później przyszedł do niej jeden z mieszkańców wsi i poprosił, żeby wystartowała w wyborach do Rady Miejskiej (w gminie Myślenice, do której należy Głogoczów).
– Nie miałam parcia na politykę, ale pomyślałam, że może moja praca zmieni coś na lepsze w naszej wsi. Na liście, z której startowałam, było pięcioro kandydatów. Powiedziałam, że się zgodzę na start w wyborach, jeśli będę pierwsza na liście – wspomina z uśmiechem. Gdy dostali z mężem telefon z informacją, że została wybrana, oboje w to nie uwierzyli. Przecież dopiero co się sprowadzili, znała mało osób, do tego stopnia, że chodziła po rodzinach innych kandydatów, prosząc ich o oddanie głosu na siebie.
Gdy w 2010 roku została radną, uczyła się, jak nią być, z kim i jak rozmawiać. Od początku stawiała na kontakt z mieszkańcami i informowanie ich o tym, co dzieje się we wsi, do czego służy też jej „Blog dla Głogoczowa”. Główne działania, które udało się jej przeprowadzić, to m.in. odwodnienie centrum wsi, remonty dróg i domu kultury oraz nowa szatnia w szkole. Wdrażała też w gminie Budżet Obywatelski i Inicjatywę Lokalną.
Wzorce z domu
Pytana o to, skąd w niej pragnienie działania, odpowiada, że była osobą nieśmiałą, ale miała dobre wzorce. Czytała „Wysokie Obcasy” [magazyn „Gazety Wyborczej”] i była zafascynowana kobietami, które chciały działać na rzecz innych. Poza tym zawsze lubiła ludzi, chciała pracować jako animatorka. Po studiach zrobiła test na jednym z serwisów internetowych, jakiej pracy ma szukać, i wyszło jej, że idealny zawód dla niej to społecznik.
– Tata mi mówił, że może mam to po dziadku, który udzielał się w radzie dzielnicy – opowiada. Ale chwilę później, śmiejąc się, dodaje, że jej dom był nietypowy: – Mama robiła karierę, a tata gotował, do tej pory robi to świetnie. Potem było tak, że tata gotował, ja piekłam, a mamy nie wpuszczaliśmy do kuchni, bo robiła bałagan.
Wśród kobiet najlepiej
Gdy została radną, zgłosiło się do niej Koło Gospodyń Wiejskich z prośbą o pomoc w sprawie finansowania działalności. Zaczęła się interesować, jak można mu pomóc. Trafiła na Fundację Biuro Inicjatyw Społecznych i projekt Wiejski Inkubator Ekonomii Społecznej. Ostatecznie panie weszły do tego projektu jako koło.

– Zaczęłyśmy pracować nad tym, żeby stworzyć organizację pozarządową. W ramach projektu robiłyśmy badania w naszej wsi, odbywałyśmy wizyty studyjne oraz sprawdzałyśmy, jak funkcjonują miejscowości tematyczne – tłumaczy Agnieszka.
W 2011 roku powstało Stowarzyszenie Gospodyń Wiejskich w Głogoczowie. Pozostałe panie postawiły ją pod ścianą i powiedziały, że nie będzie tej organizacji, jeśli ona nie zostanie prezeską. Agnieszka nie miała doświadczenia w pisaniu wniosków o granty, ale postanowiła je zdobyć. – Wspierał nas BIS, nasza opiekunka pomogła napisać pierwszy wniosek. Dostałyśmy 9 tys. zł i zrealizowałyśmy projekt „Ludowa moda”, który połączył w działaniu Koło Gospodyń Wiejskich i przedszkole – wspomina. Sporo działań było wolontarystycznych, ale udało się kupić stroje dla pań z koła oraz zorganizować festyn – „Jarmark ludowy” m.in. z pokazem mody w wykonaniu Zespołu Pieśni i Tańca Ziemia Myślenicka. Za zebrane podczas wydarzenia pieniądze dyrekcja przedszkola kupiła mebelki do jadalni.
Postawiła na rozwój
W międzyczasie powstał drugi projekt – KGW w Głogoczowie dostało 100 tys. zł na stworzenie miejscowości tematycznej „Głogoczów wieś jak dzwon”. Temat został wybrany wspólnie z mieszkańcami. Po jakimś czasie Agnieszka napisała kolejny wniosek o dofinansowanie. Znów się powiodło, chociaż wsparcie było mniejsze niż zakładała. W ramach tego projektu udało się namówić burmistrza na remont domu kultury i powstała Galeria Dzwonnica. Do dziś Agnieszka pisze projekty dla mieszkańców wsi i pomaga zorganizować finansowanie działań.
Gdy już jako radna szukała pracy, nikt jej nie chciał zatrudnić. Była w kontakcie z Fundacją Biuro Inicjatyw Społecznych, które właśnie uruchamiało projekt na regranting „Małopolska Lokalnie”. Okazało się, że nie było koordynatora. Tym sposobem wylądowała w przedsięwzięciu z budżetem 3 mln zł. Przeszła wszystkie możliwe stanowiska, a teraz współtworzy projekt, zajmuje się promocją oraz wspiera inne gospodynie i lokalnych liderów.
Postawiła też na swój rozwój. Jest absolwentką Programu dla Menedżerów NGO PROMENGO, Szkoły Trenerskiej Stowarzyszenia Trenerów Organizacji Pozarządowych STOP oraz Programu Liderzy Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności.
Wyzwania
Dla mieszkańców najważniejsze są ułatwienia dotyczące codziennego życia, jak budowa drogi dojazdowej, oświetlenia czy chodnika. Dla Agnieszki jako radnej głównym wyzwaniem była pomoc w tych podstawowych kwestiach, ale obecnie jej priorytetem jest budowanie wspólnotowości. Jednym z pomysłów na to było stworzenie archiwum społecznego, które rozwija dzięki projektom z niezależnym finansowaniem.

Widzi też konieczność prowadzenia z mieszkańcami rozmów o zmianach klimatycznych, które wszyscy odczuwają. Wspólnie z Kołem Gospodyń Wiejskich podejmują już pewne działania, jak warsztaty kuchni klimatycznej. Planują kampanię dla mieszkańców o tym, jak można przeciwdziałać zmianom klimatycznym z perspektywy pojedynczego gospodarstwa.
Pytana o to, co jej podcina skrzydła, mówi: – Pierwsze lata były bardzo trudne. Bycie radną nie pomagało, bo część mieszkańców uważała, że podejmuję decyzje polityczne. Ale byli też na szczęście ludzie, którzy nie pozwolili mi zrezygnować. Obecnie jedyną trudnością, jaką dostrzegam, jest brak czasu na realizację wszystkich działań, na które mam pomysły.