Za pierwsze bramki służą drzwi od stodół, idealnie położonych naprzeciwko siebie po dwóch stronach ulicy, na której dzieciaki spędzają każdą wolną chwilę – w wakacje od rana do wieczora, w roku szkolnym od razu po lekcjach. Samochody przejeżdżają bardzo rzadko. Jest spokojnie i bezpiecznie. To kawałek dziecięcego wszechświata.
Króliki i „noga”
Ewa mieszka w jednorodzinnym domu z rodzicami, młodszą siostrą, babcią i ciocią. Bardzo szybko następuje jasny podział obowiązków domowych: ona przejmuje cięższe prace w gospodarstwie i dzieli je z tatą, siostra Anetka w domu pomaga mamie w gotowaniu i sprzątaniu. Do zadań Ewy należą między innymi: przynoszenie wody ze studni, drewna na opał, rwanie mleczy dla królików, karmienie domowych zwierząt. Obie wnuczki opiekują się babcią, która traci wzrok.
Dziewczynki są na początku szkoły podstawowej. Czas na dziecięce zabawy jest ograniczony i odmierzany według potrzeb domowników.

Ale jest jeszcze coś! Ewa jest wśród dzieciaków jedyną dziewczyną, która gra w piłkę. A to oznacza, że musi zmierzyć się nie tylko z ograniczonym czasem na zabawę, ale i z kodeksem chłopaków: „nie podajemy piłki dziewczynie, piłka to nasza gra”! Ewie to nie przeszkadza, kocha „nogę” ponad wszystko, więc gra tyle, ile sobie wywalczy u kolegów. Tu nie ma niezależnego sędziego, wszystko trzeba rozstrzygać między sobą.
Żwir z kolan
Kiedy po latach zapytam dorosłą Ewę o pierwsze wspomnienie z dzieciństwa, bez wahania odpowie: – Gra w piłkę!
I z uśmiechem doda: – Żwir z kolan wyciągałam jeszcze kilka lat temu. Moje ciało doskonale pamięta tamten czas.
Co na to rodzina? Tata jest zadowolony, że ma córkę, a jakby miał syna. I to właściwie tyle z relacji z tatą. Najchętniej z Ewą gra ciocia; jej, jako jedynej Ewa nie musi namawiać ani przekupywać. Bo siostrę Anetkę to już trzeba podejść inaczej: trzydzieści minut wspólnej zabawy lalkami w zamian za półgodzinne stanie na bramce. Zazwyczaj się udaje i Ewa zyskuje dodatkowy czas. Mamę namawia się najtrudniej, szczerze nie lubi tego sportu, ale córki kocha ponad wszystko, więc często wciela się w rolę bramkarki.
Maradona i mama
Miłość do piłki ma swoje konsekwencje, na przykład wybór życiowych idoli: Zbigniew Boniek, Włodzimierz Smolarek i oczywiście gwiazda zagraniczna – Maradona. To ich chce nieustannie podpatrywać w telewizji i naśladować na prowizorycznym boisku.
Jej dziecięcy wszechświat rozpada się. Kto to ustalił? Czyje są te zasady?!
Jednak prawdziwą bohaterką tamtego czasu, która inspiruje, rozwija i zapewnia bezwzględne bezpieczeństwo, pozostaje mama. To ona uczy Ewę jazdy na rowerze, ale też uparcie dba o jej edukację. To ona zapisze córki na międzynarodowy obóz wakacyjny, na który będą chodzić piechotą, bo camp znajduje się tuż za ich domem. I mimo że nawet dzisiaj wywołuje to u wszystkich niekontrolowany atak śmiechu, to właśnie te obozy będą początkiem liderstwa, które Ewa w sobie rozpozna i z czasem zacznie konsekwentnie rozwijać. To tam będzie szlifować niemiecki oraz zawierać pierwsze zagraniczne przyjaźnie.
Ale po kolei…
Czyje są te zasady?!
Dziesięcioletnia Ewa stawia swoje pierwsze kroki na murawie i kopie piłkę już nie tylko na ulicy, ale przede wszystkim na treningach w klubie Zawisza Rzgów. Dwie kwestie pozostają niezmienne: nadal nie podaje się piłki jedynej dziewczynie na boisku i nadal Ewa nic sobie z tego nie robi. Najważniejsze, że może grać w prawdziwym klubie! Wspomina te zajęcia, jak Boże Narodzenie i Dzień Dziecka w jednym.
Po szkole rzuca plecak, migiem wywiązuje się z domowych zobowiązań i mknie rowerem na treningi piłkarskie. Daje z siebie już nie 100, nie 200, ale 1000 procent. Dzisiaj mówi o sobie: – Nigdy nie miałam talentu piłkarskiego, zawsze byłam cholernie dobrym rzemieślnikiem.
W tamtych chwilach jest prawdopodobnie najszczęśliwszą dziewczynką w całej galaktyce. Do czasu, kiedy trener Izydor Sidor nie wczyta się dokładnie w klubowe przepisy. A tam jest jasno napisane: dziewczynki nie mogą trenować z chłopakami.
Pan Izydor osobiście składa wizytę w domu rodziców Ewy i oznajmia to dziewczynce. Jej dziecięcy wszechświat rozpada się.
Kiedy po trzech dekadach przypomina sobie tamten dzień, czuje przede wszystkim ogromny żal. I poczucie niesprawiedliwości. Dlaczego to jest naturalne, że chłopcy grają w piłkę, a dziewczynki nie? Kto to ustalił? Czyje są te zasady?!
Równa piłka
Ewa już wtedy nie pasuje do świata dziewczyn, ale do chłopaków też nie. Zawsze stoi pośrodku. Niedopasowana. Z innego świata. To poczucie pozostanie w niej na wiele lat. Aby je stłumić, zanurza się w lekturę książek. To pozwala jej zapomnieć. O piłce. O biedzie. O nadmiarze obowiązków. O tym, że jest dziewczyną, którą może mniej niż jej koledzy.
W tamtym czasie czuje jedynie smutek i ma ściśnięte serce, ale prawdopodobnie w tej samej chwili snuje marzenie o równości w piłce nożnej. Dziewczynki muszą mieć pełne prawo realizować swoje pasje! Bez żadnych wyjątków!
Dlaczego to jest takie naturalne, że chłopcy grają w piłkę, a dziewczynki nie?
Tak jak wtedy, kiedy na zakończenie letnich kolonii dostaje książkę Włodzimierza Klonowskiego pt. „O dziewczynce, która chciała być chłopcem”, z dedykacją: Dla Ewy za ambitną postawę na boisku.
Liderka tych bez kasy
Ewa ma szesnaście lat. Nadal mieszka w Rzgowie, ale do szkoły średniej dojeżdża do Łodzi. Za namową mamy zdaje egzaminy do jednej z pierwszych w Polsce klas menedżerskich. Skąd taki pomysł? Mama jest świetną obserwatorką. Widzi, jak córka zarządza drużyną harcerską, jak umie zadbać o grupę. Nauka jest dodatkowo płatna, co jest kolejnym wyzwaniem. Trudno. Edukacja jest najważniejsza. Musi kosztować.
Od początku klasa jest podzielona na pół. Granica przebiega według zamożności rodziny.
Jedna grupa chodzi do klubów, pije wymyślne drinki i stać ją na różne przyjemności. Druga bawi się na domówkach, pije głównie piwo i zdecydowanie chodzi inaczej ubrana. Ewa szybko staje się nieformalną liderką tej drugiej grupy. Umie zadbać o stado. Świetnie odnajduje się w tej roli. Budowanie wspólnoty i wzmacnianie poczucia wartości u innych osób przychodzi jej łatwo, intuicyjnie.
Wybrała miłość
Nowatorską klasę kończy raczej bez pomysłu na konkretny zawód. Dlatego jako kierunek studiów wybiera socjologię – szeroką perspektywę humanistyczną.
Nie ma wątpliwości, że to międzynarodowe obozy w Rzgowie dodają jej odwagi, aby zgłosić się do programu Erasmus i wyjechać na półroczne stypendium do Niemiec. Wtedy po raz pierwszy czuje, że pasuje do otaczającego ją świata. Świetnie radzi sobie na studiach za granicą. Dostaje nawet propozycję od jednego z profesorów, aby została na uczelni w Magdeburgu. Wtedy to naukowy zawrót głowy. Ale Ewa jest zakochana. I stawia na miłość swojego życia. Wraca do Polski, do chłopaka.
Jest ślub. I jest córeczka – Marta. Chociaż małżeństwo szybko się rozpada, to Ewa nigdy nie żałuje tamtej decyzji. Powoli składa każdy swój kawałek w całość. I zaczyna od początku.
Na którą bramkę?
Po zakazie gry z chłopakami w klubie porzuca piłkę na lata. Aż do niepozornego zaproszenia na niedzielne babskie granie w jednym z łódzkich parków…
Cztery plecaki rozłożone jako bramki i amatorskie boisko wystarczą, aby wróciły wspomnienia z dzieciństwa i aby założyć nieformalny kobiecy klub piłki nożnej. Dziewczyny spotykają się co niedzielę. Grają, jak potrafią albo raczej – jak nie potrafią, bo dla większości z nich to tylko świetna zabawa. Na swój pierwszy towarzyski mecz jadą do Warszawy, aby zmierzyć się z klubem Chrząszczyki.
Jest tak przejęta, że nawet nie wie, do której bramki ma strzelać gole. Zdejmują ją po dwóch minutach.
Ewa obserwuje pierwszą w życiu rozgrywkę kobiecych zespołów z ławki rezerwowych. Z wyjątkiem dwóch minut, na które wchodzi na boisko. Jest tak przejęta, że nawet nie wie, do której bramki ma strzelać gole. Zdejmują ją po dwóch minutach. Ale to nic! Ona już wtedy dokładnie wie, co chce robić.
Wciąż pierwsza
Wspólnie z koleżankami z ekipy zakładają własny klub sportowy, a Ewa zostaje jego wiceprezeską.
Przychodzą kolejne wyzwania. Piłkarki zaczynają przygodę z ligowym graniem w Stali Radomsko, ale ze względu na odległość szukają możliwości grania gdzieś bliżej. Ewa działa szybko. Odzywa się do kolegi ze szkoły podstawowej, który jest prezesem i trenerem w… Zawiszy Rzgów. Tym samym klubie, w którym trzydzieści lat wcześniej dziewczynki nie mogły trenować z chłopakami. Historia zatacza piękne koło. Ewa powraca do Zawiszy jako kapitanka kobiecej drużyny. Nie jest już jedyną dziewczyną na boisku. Obok niej stoi 20 piłkarek. Czas na pierwszy mecz ligowy.
Fiero Zawisza wygrywa, a pierwszą bramkę zdobywa Ewa.
Nie czekając długo, zapisuje się na kurs i zostaje trenerką kobiecej piłki nożnej. Buduje drużynę od podstaw, dba o swoje stado, przewodzi i otacza opieką. Zapisuje się na kolejne kursy, szlifuje umiejętności, zdobywa wiedzę. Krok po kroku realizuje marzenie sprzed trzech dekad o pełnej równości w jej ukochanym sporcie.
Moje miejsce we wszechświecie
Jest rok 2022. Rzgów jest niewielkim miastem. Dziewczynki i kobiety mają swój klub sportowy, w którym mogą na równych prawach grać w piłkę nożną. Dzieciaki już nie bawią się na ulicy, mają pełnowymiarowe boisko.

Ewa Szmitka konsekwentnie realizuje swoją misję: wzmacnia kobiety w sporcie i przez sport. Organizuje ogólnopolskie konferencje im dedykowane: „Gram, trenuję, zarządzam, sędziuję”. Uczestniczy w programach wspierających kobiety.
Kiedy pytam, czy teraz jest szczęśliwa, odpowiada bez zastanowienia: – Tak, Rzgów i Łódź to moje miejsca we wszechświecie.