Jej rodzinny dom w Kluszkowcach zawsze był otwarty dla ludzi. Jedni przychodzili z prośbami, inni – by się poradzić. Nic dziwnego, tak bywa, gdy głową rodziny i jednocześnie ojcem jest sołtys. Wyrosła w przeświadczeniu, że warto – ot tak, zwyczajnie – pomagać.
– Byłam w podstawówce, gdy tata został sołtysem – wspomina Aneta Markus. – Odkąd pamiętam, w domu ciągle się mówiło o tym, co jest ważne we wsi, co trzeba zrobić, a przez dom przewijało się mnóstwo mieszkańców. Mój tata to prawdziwy społecznik. Straż pożarna, Związek Podhalan – wszędzie go było pełno – dodaje.
Sama rozwinęła to, czym zaraził ją ojciec, a co dyktowało serce. Zaczęła pomagać innym, ale nie obyło się bez problemów, czasami we łzach, ale zawsze do przodu i z coraz większą energią.

Kobieta i kreatywność
Pierwsze były „Sprężyny”, a dokładnie Stowarzyszenie „Sprężyna” – Centrum Edukacji Nieformalnej, którego członkinie w regionie Pienin zrobiły dużo dobrego. Projekt „Kobieta, kreatywność, kultura” poruszył i zmienił nastawienie wielu pań. Było gotowanie japońskich smakołyków z wyjątkową Akiko, kino we wsi, a także stylizacja seniorek. Odkrywanie pasji, możliwość poznania się, a do tego świetna współpraca. Przez pół roku gmina Czorsztyn żyła pomysłami dwudziestokilkuletnich przyjaciółek.
Kobietom, które mieszkają na wsi i myślą, że nie ma tu co robić, radzi zacząć od siebie i ruszyć się z domu
– Gdy pracowałam w Urzędzie Gminy Czorsztyn, przyszła Natalia Niemiec, która wróciła z Armenii. Nie znałyśmy się wcześniej. Powiedziała, że ma fajny pomysł na organizację czasu wolnego dla kobiet, bo tu, na wsi nie ma co robić. Spotkałyśmy się w piątkę na herbatce i weszłyśmy w projekt. Uczestniczące w nim panie na zakończenie przygotowały nam piękne pożegnanie. Wtedy stwierdziłyśmy, że to nie może się tak skończyć – opowiada Aneta.
W ten sposób powstało stowarzyszenie, które do dziś zrzesza osoby o różnych zainteresowaniach, zawodach i temperamentach. W Pieninach i na Spiszu realizowane są przeróżne projekty, w których uczestniczą dzieci, młodzież oraz seniorzy.
Widzi się sens
Aneta nie ukrywa, że do pracy społecznej popchnęła ją także praca w Urzędzie Gminy Czorsztyn i współpraca z organizacjami pozarządowymi.
– W naszych organizacjach w gminie udzielają się osoby, którym chce się coś robić dla innych; czy są to koła gospodyń wiejskich czy młodzież. Uwielbiam pracować ze strażakami, bo im wystarczy powiedzieć słowo, a oni już są chętni, by działać – przekonuje. – Zaangażowanie na rzecz sztabu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy bardzo mnie w tym wszystkim utwierdziło. Na początku dzieciom z puszkami trudno było powiedzieć komuś obcemu „Dzień dobry!”, a teraz to są osoby, które chętnie działają społecznie. Miło się czyta na przykład, że któreś z nich zorganizowało w szkole zbiórkę pieniędzy dla rodzin z Ukrainy. Gdy to, co się robi, procentuje, wtedy widzi się sens całego swojego działania – podsumowuje Markus.
Sprzęt strażacki, warsztaty teatralne dla koła gospodyń wiejskich, wycieczki dla młodzieży czy dzieci – to tylko niektóre propozycje zrealizowane dzięki zaangażowaniu i przygotowywanym wnioskom energicznej góralki. Czasami było to wsparcie 20, czasami 30 tysięcy złotych, co wielu małym organizacjom działającym w niewielkich sołectwach dawało szansę rozwoju. – Po środki z zewnątrz warto sięgać i trzeba próbować. Szkoda, by przechodziły koło nosa – podkreśla Aneta, która od wielu lat dodatkowo udziela się także w Stowarzyszeniu Lokalnej Grupy Działania Gorce-Pieniny, gdzie obecnie pełni funkcję wiceprezesa, a wcześniej – przez kilka lat – była prezesem.
Pozbierać dobro
Mimo że angażowała się w różnych organizacjach, żaden z dotychczasowych projektów nie przyniósł Anecie tyle satysfakcji, ile pomoc chorej Ani Garcarz.
– Właśnie urodziłam córkę Amelkę, gdy dowiedziałam się o zbiórce pieniędzy dla małej dziewczynki z Ostrowska. Spontanicznie napisałam post, a potem dowiedziałam się, że jest odzew ponad 100 wolontariuszy, których w większości wcześniej nie znałam – wspomina. – W tę noc, gdy się okazało, że faktycznie uzbieraliśmy 50 tysięcy złotych, były niesamowite emocje i łzy: mamy, taty oraz nasze. Ten moment utwierdził mnie w przekonaniu, że dobrych ludzi na świecie jest sporo, czasami tylko trzeba ich pozbierać, a wtedy można robić niesamowite rzeczy – opowiada.
Marzenia? Tych Anecie cały czas nie brakuje.
Jednym z nich jest odnowa i wypromowanie Organów – pomnika Władysława Hasiora, wzniesionego na przełęczy Snozka w paśmie łączącym Gorce z Pieninami. – Fajnie byłoby zawalczyć o to miejsce, by potem je kulturalnie rozwinąć. Może festiwal z dreszczykiem? – zastanawia się głośno. I wymienia dalej: – Wąwóz papieski także ma swój potencjał. Od jakiegoś czasu po głowie chodzi mi orkiestra smyczkowa w tym wyjątkowym miejscu – zauważa.
Pomoc rodzi pomoc
Działaczka podkreśla, że gdyby nie wsparcie rodziny – męża oraz dzieci – nie udałoby jej się tego wszystkiego osiągnąć. Dzięki zrozumieniu bliskich może angażować się w kolejne przedsięwzięcia i przyjąć kolejną funkcję prezesa – jak w Fundacji im. Adama Worwy, zajmującej się pomocą ludziom cierpiącym na przewlekłe choroby oraz ich bliskim.
Gdy to, co się robi, procentuje, wtedy widzi się sens całego swojego działania
– Moja przygoda z Fundacją Worwy nauczyła moją córkę, że nie ma znaczenia, czy ktoś nie ma rączki, czy jest na wózku. Bez problemów nawiązuje kontakty, co jest dla mnie piękne. Moje dzieci nie mają problemu z tym, że w naszym domu jest wiele osób, którym trzeba pomóc. Cóż, historia lubi się powtarzać, bo tak samo było w moim rodzinnym domu – dodaje.
Rusz się z domu
A jaki ma przepis na pozytywną realizację tak licznych przedsięwzięć?
Wskazuje, że sukcesu na taką skalę nie da się osiągnąć bez współpracy z ludźmi, organizacjami, samorządem; bez wzajemnej pomocy, bezinteresownego działania i zaangażowania. Gdy przychodzą trudniejsze dni, trzeba poczekać, może odpuścić, by w innym, lepszym momencie osiągnąć efekty. Konstruktywne uwagi należy przyjmować z pokorą, negatywne odsuwać od siebie. Kiedy ma momenty zwątpienia – jak mówi – łapie chwile radości, by znów iść do przodu.

– Gdy niedawno skończyłam projekt dla dzieci ukraińskich, co dało mi dużo fajnych emocji, usłyszałam: „A dla naszych dzieci się już nie da?”. Zaczęły się szepty i szemrania – opowiada góralka. I apeluje: – Jeśli uważasz, że coś należy zrobić dla naszych dzieci, nie marnuj czasu na gadanie, zmobilizuj się, sięgnij po środki, a nie krytykuj innych!
Kobietom, które mieszkają na wsi i myślą, że nie ma tu co robić, 38-latka radzi zacząć od siebie i ruszyć się z domu.
– Dla mnie sport jest taką odskocznią. Gdy mam gorszy dzień, idę pobiegać. Walka z samym sobą najbardziej kształtuje charakter. Jeśli umiesz pokonać samą siebie, to pokonasz wiele problemów w swoim życiu – deklaruje z zapałem. – Aerobik, basen, malowanie na szkle – zacznij od czegoś prostego, to napędza do działania! Żeby mieć na coś wpływ, najpierw trzeba zmienić samego siebie, a potem wszystko dookoła – dodaje.