Maszka na rowerze

Barbara Lisiewska

– Jestem prawdziwą Kociewianką – wyznaje z dumą Barbara Lisiewska, rodowita mieszkanka Koteż i członkini tamtejszego Koła Gospodyń Wiejskich.

Kobiety na wsi

Łatwo trafić do jej domu stojącego nieopodal sklepu, na którym widniej napis „Kociewie”, otoczony rysunkami maków, bławatków, rumianków i łanów zbóż. Trudno jednak zastać Basię w domu, bo co rusz gdzieś śmiga na swoim rowerze. – Rower to podstawa, aby jechać na wioskę – zapewnia. 

Domy z czerwonych cegieł 

Barbara Lisiewska to kustoszka pamięci Koteż, choć sama tak o sobie nie mówi. Przyznaje jednak, że zbiera świadectwa o historii wsi. – O Kociewiu dawniej się nie mówiło, dopiero zaczęto w latach powojennych. Twierdzono, że to „przylepek” do Kaszub, ale przecież oni mają inną gwarę czy stroje. Należy odkryć tę naszą tradycję, pogrzebać w fotografiach naszych babć – stwierdza. 

– Rozmawiałam z mieszkanką wioski, która ma 94 lata. Pamięta nazwiska i adresy mieszkających tu Polaków i Niemców. Domy z czerwonych cegieł należały kiedyś do tych ostatnich – opowiada Basia. Wędrując ulicą Jana Wróblewskiego i prostopadłą do niej ulicą Główną, na płotach można zobaczyć wielkoformatowe reprodukcje zdjęć sprzed wieku. Patrzą z nich na nas dawni mieszkańcy: dzieci w białych kołnierzykach z tutejszej szkoły, poważna młoda para i ich ślubni goście przejęci uroczystą chwilą.

– Ta dziewczynka w warkoczykach to jestem ja. Mam 9 lat. Tu, na innym zdjęciu, które odkryłam u pewnej pani, jest moja mama. To było w 1936 roku. Na innym widać chatę ze strzechą. Na najstarszym, z 1924 roku, poznałam twarz mojego ojca chrzestnego – wymienia Basia i od razu dodaje, że musi ponownie odwiedzić najstarszych mieszkańców wsi, aby wydobyć od nich kolejne historie. 

KGW. Reaktywacja 

Data wybudowania szkoły z czerwonej cegły nie jest znana. To w niej uczyła się mama Basi, potem ona sama, a następnie jej córka i syn. Im bardziej zmniejszała się liczba mieszkańców, tym bardziej zmieniało się przeznaczenie budynku – po szkole podstawowej były tam zerówka i przedszkole. Dziś to świetlica wiejska, gdzie swoje sale mają Koło Gospodyń Wiejskich i Ochotnicza Straż Pożarna. Dookoła rozciąga się niski płot, na którym znów pojawiają się znane kociewskie motywy – kwiaty, które można zebrać, chodząc latem polami i łąkami. Uważni odnajdą je także na przystanku autobusowym i muralu witającym wjeżdżających od strony Jabłowa. 

Należy odkryć tę naszą tradycję, pogrzebać w fotografiach naszych babć

– Pamiętam czasy, gdy do koła należała moja matka. Kobiety potrafiły wówczas zdobyć butlę gazową i robić kulinarne spotkania. Został mi zeszyt z przepisami z tych czasów. To były lata 70. i byłam wtedy w ciąży. Ale z czasem aktywność koła malała i praktycznie nic się tu nie działo – mówi Basia. 

Reaktywacja koła we wsi Koteże odbyła się w 2000 roku, a spiritus movens tego wydarzenia była koleżanka Teresa z Sucumina. To ona zaprosiła panie z Koteż, by zobaczyły, jak wygląda turniej KGW. – Co te kobiety z Sucumina robią! Konkursy na masło, soki, koncerty, kabarety… Jak nam się to spodobało! Miałam wtedy 49 lat i pomyślałam, dlaczego my nie mogłybyśmy też tak działać? – wspomina Basia.

We wrześniu reaktywowały koło w Koteżach, a już w następnym miesiącu same pojechały na turniej. – Byłyśmy takie świeże. To był bardzo skromny występ. Pamiętam, że dano mi do przeczytania jakiś tekst napisany na kartce. Dziewczyny prezentowały różne stroje. Jaką ja tremę miałam! Pamiętam czerwone poliki u wszystkich. Była adrenalina, ale czwarte miejsce wtedy zdobyłyśmy! Komisja widziała, jak bardzo my to przeżywamy, więc podjęła decyzję, że za rok kolejny turniej odbędzie się w Koteżach. Wtedy już zajęłyśmy pierwsze miejsce. 

Brzytwa i talent po ojcu

Kiedy mówi o aktorskich występach przed publicznością, błyszczą jej oczy. Talent ma po ojcu Bronisławie. Wspomina, że miał on piętnaścioro rodzeństwa, z którego część grała na instrumentach, ale tylko on był kabareciarzem. Kociewska tradycja opowiadania zabawnych historii podczas wesel to tzw. maszki. Ojciec zabierał małą Basię na takie występy. Przebrana za Cygankę deklamowała wierszyki. W wieku nastoletnim nie chciała brać w tym udziału, było jej wstyd. Ale w momencie wkroczenia w dorosłość znów zaczęło jej się to podobać, występowała i tańczyła z gośćmi weselnymi. 

Do tej tradycji wróciła, kiedy była już dojrzałą kobietą. 

Byłyśmy takie świeże. To był bardzo skromny występ. Jaką ja tremę miałam! Pamiętam czerwone poliki u wszystkich

Podczas turniejów na scenie występuje w grupie z koleżankami z koła. „Przygoda u balwierza” to jeden z ich popisowych, pantomimicznych numerów. Wśród rekwizytów jest ojcowska drewniana składana brzytwa, którą otrzymał od swojej najstarszej siostry. Może jest nawet przedwojenna? Na scenie występują maszki, czyli przebrane kobiety, które bawią widownię gestami, ironią, ale też lekkością humoru i dużym dystansem do siebie. 

– Dwa tygodnie temu z tym kabaretem byłyśmy na weselu. Ludzie proszą nas o to, chcą mieć takie obrzędy. To chyba ostatnia tradycja weselna związana z kulturą kociewską. Nie chodzimy z tym do każdego, musimy znać ludzi – wyjaśnia. 

Ukraina w centrum mapy 

Puchary i dyplomy zdobyte przez KGW piętrzą się w gablocie w świetlicy w Koteżach. Po przeciwnej stronie wisi duży obraz przedstawiający polną drogę, poniżej zawieszono szkolną mapę świata. W miejscu, gdzie jest Morze Śródziemne i kraje Maghrebu, naklejono mapę Ukrainy, która wymyka się kartograficznej skali, sięgając aż za równik. Zaporoże, Dniepr, Mikołajów, Winnica i Ochtyrka – to miejscowości zakreślone długopisem. Stamtąd pochodzą Ukrainki, które trafiły po wybuchu wojny do gminy. Tu znalazły pomoc i wsparcie. 

– W Koteżach została Walentyna z Zaporoża, która jest moją rówieśniczką. Bardzo chce wracać do domu. Poznałam też dwie inne kobiety z Ochtyrki – jednej mieszkanie zniszczyły rakiety, drugiej dom przetrwał i wróciła. Do tej pory mamy kontakt na Facebooku – zaznacza Basia. 

Wiosną świetlica wypełniła się pomocą dla Ukrainy, zaraz potem KGW zorganizowało spotkanie kulinarne: Ukrainki uczyły robić pielmieni, Polki odwzajemniły się, przygotowując ruchanki kociewskie, czyli tutejsze ciasto drożdżowe. Mimo że konflikt trwa już trzy kwartały, pomoc nie ustaje. – Wczoraj przywiozłam szafkę na buty dla Nataszy, która jest z synkiem Kiryłem. Dla chłopca znalazłam szkołę języka polskiego, gdzie uczą go za darmo. Ktoś potrzebował roweru. Napisałam do znajomych. Jedna pani dała dwa rowery – opowiada. Jednocześnie podkreśla, że wszystkie kobiety z KGW włączyły się w pomoc i zbiórkę. Już planują kolejne spotkanie z Ukrainkami – mają znów gotować, ale też razem śpiewać. 

Barbara przyznaje, że dzień jest za krótki. 

– W ogrodzie mam takie miejsce do posiedzenia. Położyłam tam krzyżówki i długopis, myśląc sobie: porobię i odpocznę. Minęło lato – ani jednej nie rozwiązałam – zauważa. – Czasem przysiądę, wypiję kawę i już myślę, że trzeba gdzieś ruszyć. Biorę rower i jadę po wiosce, bo zawsze jest coś do zrobienia – dodaje. 

Byłyśmy takie świeże. To był bardzo skromny występ. Jaką ja tremę miałam! Pamiętam czerwone poliki u wszystkich

Kobiety na wsi

Barbara Lisiewska

urodziła się w Koteżach. Skończyła technikum w Starogardzie Gdańskim i całe życie zawodowe była związana z przemysłem obuwniczym. Ma córkę i syna. Od 2000 roku w KGW. Działa także w Radzie Sołeckiej od 2015 roku.

Poznaj inne Bohaterki