Na wsi umiera się inaczej

Ewa Stankiewicz

Między maleńką Makówką, miasteczkiem Michałowo i rodzinnym Białymstokiem od lat krąży Ewa Stankiewicz. Jako lekarka w hospicjum odwiedza chorych i umierających, w ich domach rozsianych wśród podlaskich pól i lasów.

Kobiety na wsi

– Widząc nieodgarnięty śnieg przed domem, brak wydeptanej ścieżki na trawie lub brak dymu z komina, wiem, że trzeba zajrzeć. Pacjent czasami potrzebuje profesjonalnej opieki paliatywnej, a czasem, pewnie równie często, wsparcia, opieki i miłości  stwierdza. 

Pediatra w hospicjum

Jej pierwszą zawodową miłością była pediatria. Osobiste doświadczenie sprawiło, że Ewa zajęła się medycyną paliatywną. 

– Jeśli ktoś umiera, to umiera tu i teraz. Jednocześnie umiera też kawałek świata dookoła. Zostaje zawsze pustka, której nie wypełni nic i nikt. Ból, którego nie można niczym uśmierzyć ani wypełnić, nie ma żadnej protezy, niemożliwy jest żaden przeszczep. To mnie przyprowadzało do osób umierających – wyznaje ściszonym głosem. 

Najpierw rozpoczęła dyżurowanie w białostockim hospicjum stacjonarnym, by następnie zacząć pracę w Hospicjum Proroka Eliasza. W ramach zadań dla tej placówki obecnie odwiedza regularnie pacjentów w ich domach, ale też pełni dyżury w nowo otwartym (od 1 lipca 2022 r.) Ośrodku Opiekuńczo-Hospicyjno-Edukacyjnym w Makówce. W tym pierwszym na Podlasiu stacjonarnym hospicjum wiejskim opiekę znalazło już 18 pacjentów, a docelowo ośrodek będzie dysponował 36 łóżkami. 

Bingo z NFZ

Od 11 lat zespół pracujący w Hospicjum Proroka Eliasza, w tym doktor Ewa, pomógł ponad 700 osobom śmiertelnie chorym, a także ich rodzinom. Lwia część wydatków na funkcjonowanie placówki opłacana jest z prywatnych darowizn.

Mówiąc o codziennej pracy w hospicjum, lekarka wspomina w emocjach o procedurach NFZ, które przypominają grę w bingo. – Bywają telefony do nas: „Mój sąsiad, moja sąsiadka leży w szopie, może wy będziecie w stanie pomóc” – opowiada doktor Ewa. – Jadę tam z pielęgniarką. Czasem wzywam pogotowie. Okazuje się, że znajdujemy osobę z poważnymi dolegliwościami, długo chorującą, ale której nie obejmują kryteria opieki paliatywnej według definicji NFZ, bo nie ma odleżyn, nowotworu lub innej jednostki chorobowej z listy. Dla nas te kryteria nie są wyznacznikiem przyjęcia pod opiekę! – opowiada.

Sielsko? Nie na wsi…

Lekarka realistycznie opisuje obraz podlaskiej wsi. Trudno tu znaleźć sielskość, feerie kolorów, ogrody pełne kwiatów i koty na płocie. Opowiada, że jeżdżąc po wsiach, zwraca uwagę na to, czy leci dym z komina, czy po zmierzchu w domach świeci się światło. Jest uważna i czujna, bo wie, że tam mieszkają osoby starsze, chore, samotne, umierające, tam może być potrzebna pomoc. Przytacza wypowiedź jednej z mieszkanek wsi: „Mam 70 lat, opiekuję się chorym mężem, nie pojadę rowerem do apteki oddalonej o kilkanaście kilometrów, a autobusu nie ma”. 

W chorobie może boleć gardło, ale może też boleć całe życie. I tym właśnie jest osamotnienie – ogromnym cierpieniem, bólem egzystencjalnym, który dotyka całego jestestwa

Ewa podkreśla, jak ważna na wsi jest pomoc sąsiedzka, która wygląda inaczej niż w miastach, gdzie w sytuacji dramatycznej można łatwiej znaleźć wsparcie. Drzwi w bloku jest wiele, można pukać, ktoś otworzy i pomoże. Na wyludnionej wsi to nie jest takie oczywiste. 

Boli gardło, boli życie

Choroba osamotnienia to pojęcie stworzone przez doktor Ewę. Według niej, czym innym jest samotność, a czym innym osamotnienie. 

– Samotność może boleć, ale nie musi. Może być wyborem. Sama potrzebuję samotności, aby spotkać się ze sobą albo z Bogiem. W chorobie może boleć gardło, ale może też boleć całe życie. 
I tym właśnie jest osamotnienie – ogromnym cierpieniem, bólem egzystencjalnym, który dotyka całego jestestwa. To nie brak drugiej osoby, ale zrozumienia, miłości, przebaczenia – objaśnia, pytana o definicję.

A objawy tej choroby? Lekarka wymienia smutek i przygnębienie, jednocześnie podkreślając, że nie mówi o wycofaniu, bo, jak sama zauważa, osoby chore łakną kontaktu, ale już nie potrafią go nawiązać. – Mam nadzieję, że dzięki temu, że docieramy w porę i rozmawiamy, mamy kontakt bezpośredni, te osoby mniej cierpią – dodaje. Dla niej ważne jest przede wszystkim spotkanie 
z drugim człowiekiem, obecność, towarzyszenie, dyskrecja, nienarzucanie się, godność osoby 
i poszanowanie jej intymności. 

Różowa haleczka do trumny 

„Co dzisiaj dobrego?” – tak doktor Ewa zaczyna rozmowę ze swoimi podopiecznymi w hospicjum. Widać zaskoczenie na twarzach chorych. To prowokacja, która ma pobudzić do rozmowy, otwarcia się, przyjrzenia się sobie. 

– Jeśli dana osoba zobaczy, że w beznadziejności chorowania są dobre myśli, miłe przerywniki, to można ją wyrwać z niemocy – tłumaczy. – Moi pacjenci wracają do wspomnień. Rozmawiamy o rodzinie, o dzieciach, o tym, jak to się kiedyś żyło, ale też o tym, jak może wyglądać umieranie, o tym, czy są przygotowani, czy mają już ubranie do trumny – tłumaczy. 

Zdarza się, że śmiertelnie chorzy otwierają przed lekarką szafy.

– Pamiętam prawie stuletnią pacjentkę, która przy niemal każdej wizycie przypominała mi, gdzie leżą przygotowane ubrania. Niejeden raz wspólnie oglądałyśmy uszytą specjalnie sukienkę, przygotowane buty, różową haleczkę. Nie wstydziła się tego, oswoiła swój strach, dojrzała, by mówić o trudnych rzeczach – wspomina lekarka. – Mężczyźni też o tym myślą, mówią: „o, ten garnitur wygląda najlepiej”. Są brązy, granaty, beże. Kobiety mają przygotowane chustki, białe szale u prawosławnych, ale też obrazek ze świętym, różaniec. 

Lekcja życia i śmierci 

Według Ewy praca w hospicjum to nie lekcja umierania, ale życia. Jednocześnie walczy z powszechnym poglądem, że w hospicjum tylko się umiera. 

– Tu ludzie mają swoje marzenia, plany, tęsknoty, zaprzyjaźniają się, a nawet zakochują – podkreśla dobitnie. 

Jej zdaniem w hospicjum życie toczy się intensywniej niż poza nim. 

– Każdy dzień jest jak 10 lat. Czas jest skondensowany, bo każda chwila jest jedyna, bezcenna. Widzę, że pacjenci świadomie przeżywają każdy dzień: słońce za oknem, krótki spacer, zjedzenie jabłka i jego smak. To, że ja się dziś rano obudziłem i mój sąsiad na łóżku obok też, to już jest zwycięstwo. Uważność na drugiego człowieka, wyostrzenie zmysłów, sensualność życia, tego uczą mnie pacjenci – mówi lekarka.  

Do zobaczenia!

A jak sama radzi sobie z emocjami, które gromadzą się w niej podczas pracy z chorymi i ich rodzinami? 

Wytchnieniem dla niej jest spacer po łąkach z ulubionymi psami. Zachwyca ją cisza poranka, mgła, zapach ziemi, świergot ptaków. W ten sposób wentyluje swoje emocje. 

– To czas, kiedy mogę spotkać się sama z sobą, z tym, co dzieje się we mnie w bliskości śmierci. Jest smutek, jest poczucie końca, ale też świadomość tego, że jest to rodzaj przejścia. Dotykam krańcowych sytuacji – mówi prawie szeptem. I wyjaśnia: – Z naszymi pacjentami żegnamy się zawsze: „do zobaczenia”. Mało kto mówi: „do widzenia”. Kiedy żegnam się z pacjentem, czasem czuję, że to ostatni moment razem. Pojawia się refleksja: czy na pewno zrobiłam wszystko? Czy dałam wsparcie pacjentowi i jego rodzinie, jakiego sama chciałabym, aby mi udzielono w sytuacji umierania moich bliskich czy w czasie mojej śmierci? To rachunek sumienia i stanięcie w prawdzie ze sobą. Myśli wędrują wtedy w różnych kierunkach. 

Architekci wiejskiego hospicjum w Makówce stworzyli przestrzeń, w której pacjenci są blisko przyrody, widzą zmieniające się pory roku. Podczas budowy starano się zachować jak najwięcej drzew. Z każdej z sal można wyjechać łóżkiem na zewnątrz, aby chory mógł zobaczyć niebo. W ogrodzie będą rośliny lecznicze Podlasia. 

– Nie wiem, jak potoczy się moje życie, jak będzie wyglądało moje umieranie. Trudno to zaplanować i przewidzieć. Rozkochana w świergocie ptaków o poranku, chciałabym móc w ostatnich dniach być blisko natury. Być jak u siebie – podsumowuje doktor Ewa.

Uważność na drugiego człowieka, wyostrzenie zmysłów, sensualność życia – tego uczą mnie pacjenci

Kobiety na wsi

Ewa Stankiewicz

białostoczanka, pediatra i specjalistka medycyny paliatywnej; od lat wolontariuszka w Fundacji Hospicjum Proroka Eliasza, która swoją opieką obejmuje chorych i umierających w podlaskich gminach; lekarka w prowadzonym przez fundację hospicjum

Poznaj inne Bohaterki