Żyje się dla drugiego

Anna Maleszyk

– Chciałabym się wyspać i zrelaksować przy obieraniu jabłek, może jak kiedyś, nawet 30 kilogramów – mówi Anna, wypełniając kolejny dzień obowiązkami rodzinnymi, zaangażowaniem w Kole Gospodyń Wiejskich, pracą w oborze, stodole i ogrodzie, pójściem na basen albo na spacer z psami Sabą i Papkiem.

Kobiety na wsi

Duży polny kamień z wyrytym napisem „ojcowizna 1936” na skraju szutrowej drogi wyznacza miejsce na ziemi Anny Maleszyk. Młodość spędziła w mieście, ale los sprawił, że od 32 lat mieszka i pracuje w Sucuminie, małej wsi na Kociewiu.

Kobiety na wsi

– Trzeba mieć satysfakcję z tego, co robi się w obejściu, ale także z tego, co robi się dla kogoś. Wtedy jestem zadowolona. Przecież człowiek nie żyje sam dla siebie, ale dla drugich – tłumaczy swoją filozofię. 

Dziewczyna z bloku

Miała ponad 20 lat, mieszkała na osiedlu, pracowała w Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej „Prasa-Książka-Ruch” w Starogardzie Gdańskim, gdzie się urodziła. Najpierw pracowała w księgowości, potem była referentką do spraw kadrowych, później pracowała w inwentaryzacji. 

Aktywna była od zawsze – zuchy, przyboczna w szkole podstawowej, w szkole średniej została instruktorem ZHP i uzyskała stopień przewodnika. – Miałam granatową podkładkę pod krzyżem harcerskim. Z siedem razy jeździłam na obozy, gdzie zaczęłam pływać. Wtedy też nauczyłam się myślenia kreatywnego i zarządzania. Padła nawet propozycja, bym wstąpiła do PZPR, ale odmówiłam, tłumacząc, że nie dojrzałam do tego – wspomina dziś Anna. 

W życiu miejskiej dziewczyny wieś pojawiała się incydentalnie – w wakacje odwiedzała rodzinę w Sucuminie i pomagała wtedy przy żniwach. Jej młodzieńczym marzeniem było mieszkać na wsi, ale pracować w mieście. 

Może ty i on? 

– Wyszłam za mąż za wdowca. Między mną i Piotrem pojawiło się zauroczenie i miłość, choć nie od razu – tłumaczy pytana, jak to się stało, że zamieszkała na stałe w Sucuminie. Anna opowiada, że pierwsza żona Piotra zmarła trzy miesiące po narodzinach córki Krysi. Mężczyzna został sam z czworgiem dzieci, a najstarszy syn miał 11 lat. Na początku pomagała mu mama Anny, która była przyrodnią siostrą żony Piotra. 

Kobiety na wsi

– „A może ty i on…?” – padło pytanie od moich rodziców. Piotr robił podchody do mnie. Zgodziłam się, choć na początku nie wiedziałam, co mnie tu czeka – przyznaje. Wraca pamięcią do budowy obory, w której oporządzała ponad 50 macior; do lat, kiedy to wodę przywożono ciągnikiem w beczkach, zanim w 1995 r. podciągnięto do obejścia wodociąg; do żniw i sianokosów, w których brali udział najbliżsi krewni, a gruntu mieli 14 hektarów wraz z łąkami.

Nikt nie zapytał

Szczerze wyznaje, że gdyby ktoś ją zapytał dziś, czy zdecydowałaby się raz jeszcze na taki krok w młodości, to nie wie, jaka byłaby odpowiedź. – Życie nie było łatwe. Po trzech latach urodził nam się syn Michał. Z piątką dzieci było co robić – wzdycha. Mówi, że nikt wtedy do niej nie przyszedł i nie zapytał, czy może pomóc.

– Kiedyś powiedziałam na zebraniu Koła Gospodyń Wiejskich, że nikt nie zapytał choćby: „Aniu, jak ci idzie?”. Usłyszałam: „Aniu, ale co ty opowiadasz? Chodzicie do kościoła, dzieci są ubrane, syte, o co tu pytać?” – wspomina. – Nie było żadnego wsparcia w rozmowach. Wszyscy wiedzieli, że mieszkałam i pracowałam w mieście, jeździłam na wieś pomagać w czasie wakacji, ale to było wszystko – podsumowuje.

Kiedy Piotr pracował na polu, ona zajmowała się dziećmi, nie miała komu ich zostawić pod opieką. W KGW pojawia się dopiero, kiedy najmłodszy syn kończy cztery lata. 

Kobiety są dobre

Na stole w kuchni u Anny lądują grube tomy kroniki sucumińskiego koła. Ostatni wpis dotyczy podróży studyjnej do pobliskiej winnicy, wcześniejsze zapiski dokumentują budowę wieńców dożynkowych. Duże, wyraźne, kolorowe fotografie, na których uśmiechają się kobiety, lecz na żadnym z nich nie ma twarzy Anny. Dlaczego? To ona dokumentuje działalność KGW, ale też aktywizuje kobiety i pomaga im. Jak przyznaje, wójtowa namawiała ją ostatnio, aby została przewodniczącą koła. Odmówiła, tłumacząc, że miejsce to powinna przejąć młodsza. W grupie ponad 20 kobiet już widzi kandydatkę na to stanowisko, która w jej oczach jest energiczna, śmiała i zaangażowana. Zagłosuje na nią w następnych wyborach. Sama dalej będzie wspierać koło, tak jak to robi od dwóch dekad, tym bardziej że w 2027 r. koło będzie obchodzić 70-lecie powstania. 

Kobiety na wsi

– W kole wszystkie kobiety są dobre, tylko niektóre zagubione, a inne za bardzo chcą być ważne. Nie ma złych ludzi. Dwie są mi najbliższe, ale to nie jest przyjaźń. Czuję raczej energię od nich, dzięki której chce się żyć. Nie wiem, czy ja im coś daję, ale ja od nich dużo biorę – wyznaje Anna. A ta energia bardzo się przydaje, bo, jak to sama obrazuje, jej „kółka życia” obracają się coraz szybciej, a ona czuje, że jest wolniejsza. 

Telefon przy fasoli

Codziennie wstaje przed szóstą. Zazwyczaj pierwsze kroki kieruje do obórki, ale dziś zobaczyła pierwszy przymrozek na szybach samochodu, więc pobiegła do ogrodu zerwać ostatnie dynie… 

Śniadanie i już przy piciu kawy myślami jest w Kole Gospodyń Wiejskich, bo zbliża się Dzień Seniora. Kobiety w świetlicy od kliku dni przygotowują poczęstunek dla ponad 80 osób. Anna robiła gulandzie – kociewską odmianę pyz. Wiadro ziemniaków trzeba było obrać, ugotować, zmielić. Będą też mięsa i ciasta. 

Po południu znów praca w oborze i jeszcze kury, koguty, perliczki. Zdarza się, że pomaga swoim dzieciom w opiece nad ich dziećmi, czyli jej wnukami. Ostatnio przez kilka dni odwoziła Lenkę do szkoły i zajmowała się trzyletnim Szymkiem, którego wszędzie pełno. 

Robię, bo chcę. Nic nie muszę. Nikt nic nie musi

W piątki chodzi regularnie na basen, kiedyś jeszcze chodziła na fitness w poniedziałki. Wieczorami zasiada do kroniki. Przez cały dzień dzwoni jej telefon, bo każdy chce z Anną porozmawiać, usłyszeć od niej słowa wsparcia lub podzielić się swoim doświadczeniem. Wiadomo, że ona nie odmówi. 

Jeden z odebranych niedawno telefonów był z podziękowaniami od kuzynki, której ojciec przeszedł udar. Anna odwiedzała go regularnie w szpitalu w Starogardzie. – Trzeba było pomóc. Kiedy był w ośrodku rehabilitacyjnym, był zablokowany i nastawiony bardzo negatywnie. Nagadałam mu, że musi ćwiczyć, bo bez tego wróci choroba. Zapowiedział, że będzie pracował nad sobą. Potrzebował kogoś, kto mu to powie, ale z zewnątrz – opowiada. 

Zaraz potem przypomina sobie, jak w ubiegłym roku w czerwcu przez dwa tygodnie wspierała rozmową swoją kuzynkę, która była w szpitalu w Gdańsku na radioterapii. – Podwiązywałam fasolę, Pięknego Jasia. Ogródek pieliłam z nią, tylko że ja miałam założone słuchawki podczas rozmowy. Dzwoniłam, aby podtrzymać ją na duchu, aby czas jej szybciej zleciał, tym bardziej że w czasie pandemii nie było żadnych odwiedzin – wspomina Anna. 

Robię, bo chcę

Biała postać siedzącej kobiety wyróżnia się na tle trawy i drewnianych ścian budynku gospodarczego, stojącego za domem Anny i Piotra. Jest lekko przechylona, ma spokojną twarz. Smuga jesiennego światła pada na nagą pierś. Rzeźba naturalnej wielkości to praca córki Joanny, która skończyła gdańską ASP. Anna podchodzi i patrzy na kobietę, która jest zamyślona albo zmęczona. Mówi o sobie, że coraz bardziej czuje swoje ograniczenia, a jednocześnie nie ma chwili, by móc powiedzieć: „nie chce mi się”. – Robię, bo chcę. Nic nie muszę. Nikt nic nie musi – podkreśla. 

Kobiety na wsi

Przypomina sobie, że wczoraj jeszcze była u siostry, która ma sad z dobrymi jabłkami. 

– Mówi do mnie: „przyjeżdżaj, bo mam nazbierane”. Odpowiadam, że nie mam czasu, no ale… – zawiesza głos. – Był rok, kiedy ususzyłam ponad 30 kilo jabłek, a to trzeba umyć, pokroić, ususzyć! 

Pytana o marzenia, odpowiada: – Chciałabym się wyspać i zrelaksować przy obieraniu jabłek…

Trzeba mieć satysfakcję z tego, co robi się w obejściu, ale także z tego, co robi się dla kogoś. Wtedy jestem zadowolona. Przecież człowiek nie żyje sam dla siebie, ale dla drugich

Kobiety na wsi

Anna Maleszyk

Urodziła się w Starogardzie Gdańskim, od 1990 r. mieszka i prowadzi gospodarstwo w Sucuminie. Matka pięciorga dzieci. Członkini KGW w Sucuminie od ponad 20 lat.

Poznaj inne Bohaterki